niedziela, 07 lutego 2010
sraczka i przemarsz wojsk
wyłożyłam się na całego , do domu zarazę w czwartek przyniosłam z przychodni i teraz cały dom to szpital zakaźny. Noc nieprzespana, nos zatkany , nawet ryczeć już nie mogłam, a jedyne co mogę to zażyć to środki naturalne, które nie dają w miarę szybkich efektów. A z nosa kap i kap i tylko tony chusteczek przewalam. I to całe chorowanie nadal pośród bałaganu poprzeprowadzkowego, nie możemy się ogarnąć. Nawet sofy nie zamówiłam jeszcze, a już to czynię od dobrego tygodnia. Ostatnio mam więcej niskich lotów niż wzlotów. I tej dziadowskiej zimy mam już dość, bo aura nie pomaga moim nastrojom, które są zmienne jak diabli. Nawet pomarudzić nie mam ochoty. Wstępnie mam plan żeby do Wro pojechać naładować baterie ale pierw muszę ozdrowieć - co łatwe nie jest jak się okazuje w praktyce. I znowu popełniłam wpis w niedzielę - żenua.
niedziela, 31 stycznia 2010
życie na kartonach i na bułkach
W zasadzie już prawie to po remoncie- oczywiście jeszcze mnóstwo rzeczy do wykończenia na tip top, ale mieszkać można, wczoraj ostatecznie pożegnaliśmy się z naszym małym ale przytulnym mieszkankiem. Teraz proza życia po przeprowadzce, czyli kartony i worki oraz quiz „ czy kochanie wiesz gdzie są moje koszulki, spodnie, mój krem „ i na razie nie zapowiada się na pełne zanurzenie, bo na tym statku wciąż miejsca na bambetle brak – czytaj trzeba kupić jakąś komodę tudzież półki do naszej starej szafy. Nijak ogarnąć się nie mogę, na dodatek sama trochę ostatnio niedomagam, więc i sił brakuje. Oswajanie nowego M trwa, trudna to będzie adaptacja.
niedziela, 24 stycznia 2010
fight club
My oczywiście dalej na polu walki, remotn trwa, co rusz jakieś koszmarne niespodzianki się pojawiają, odbierając nam siły , a czasem i nadzieję na upragniony koniec tego bałaganu. Musimy sie przeprowadzić do końca miesiąca , a ja nadal nie mam miejsca na nasze rzeczy bo remont w toku, nie spakowana, w zasadzie nie mam w co się spakować i jeszcze nagle wyszło nam parę spraw, które nam trochę spowalniają całą te machinę przenoszenia, ja mam na głowie niespodziewanie mały pierdylion rzeczy , które muszę zrobić. Jak tu NORMALNIE funkcjonować ??!!! w nocy spac nie mogę, nad ranem udaje mi się zasnąć, potem pobudka i świadomośc , że trzeba znów dupę ruszyć na pole walki.I tak już trzeci tydzień . pfffffff
niedziela, 10 stycznia 2010
zamiesz(k)anie
Mam ochotę schować się pod koc i zacisnąć powieki i szeptać ja chce grudzień, chce ostatnie 4 tygodnie , cofnąć się w czasie i jeszcze raz przeżyć te wspaniałe cztery tygodnie. W zasadzie to robię i co ?!! to zaklęcie nie działa.
Spod koca wykopuje mnie jedynie zbliżająca się przeprowadzka, remont –zaczeliśmy trzy dni temu i dużo pracy przed nami , niespodzianek w stylu o kuwa!!!! a ta rura to niby jak idzie ?!!! o fak co za idiota projektował ten blok, itp. Itd. Niespodzianki architektoniczno-hydrauliczne sypią się z rękawa , wystawiają nasze nerwy na ciężką próbę. Castorama, Obi niedługo staną się moją mekką. A zamiast szczotki do włosów czy szminki , dzierżę ostatnio pędzel, wiaderko z klejem , szpachlę i wiele innych remontowych zabawek.
Spędziłam masę czasu na szukaniu sprzętu do nowej kuchni , porównywanie parametrów , modelów no i ceny , przecież nie wejdę do sklepu i nie kupię pierwszej lepszej z brzegu lodówki , nie stać mnie na taką pochopność, mam tylko jeden warunek cały sprzęt ma być w inoxie. Że już nie wspomnę o nabytej wiedzy agd-owej podczas tych internetowych zakupowych wycieczek. I już wiem , że od razu wszystkiego nie zrobimy , podłogi muszą poczekać na ciepłą pogodę, łazienka też poczeka. Trochę mnie to irytuje , bo ja lubię mieć nowe swoje , a najlepiej od razu. To takie tam moje widzimisię. I żal mi się stąd wyprowadzać – miejscówka chyba jedna z najlepszych w Gdyni , blisko do lasu i nad morze, spokój ,mało, ciasno ale przytulnie. Nowe mieszkanie - wysoko, centrum , ruchliwo, głośno - nie widzę żadnych plusów jeśli chodzi o miejsce, kompletne zero. Będę miała niezłe przeprawy sama ze sobą . Zachciało się powierzchnię życiową powiększać to się teraz ma . Teoretycznie to również kolejny etap planu – własny dom. Takie małe poświęcenie – na razie trochę w dupę kłujące. Liczę , że się z tym oswoję.
piątek, 01 stycznia 2010
czwartek, 24 grudnia 2009
środa, 16 grudnia 2009
a jutro
jutro start 5.24 , oddam się na 7.34 godziny pkp czy co to tam teraz jest - bo sie gubie nazwach przewoźnika owego. Plan-ubrac sie cieplo - bo doświadczenie podpowiada, że ciepła może zabraknąć , no i zasada nr 1 na tej trasie , jak mus do wc to tylko do Bydgoszczy później nie ma chojraka coby się odważył, ja tym bardziej się nie odważę. Naładowane mp3 , książka i najlepiej niewidzialni współtowarzysze podróży a będzie dobrze. Na sześć dni zostawiam Onego w domu ( dojedzie dnia siódmego), sześć dni spędzanegp czasu w samopas :D:D:D Toż to jak urlop prawie ;p
czwartek, 10 grudnia 2009
be the one
Jeden gol dla przeciwnika nie znaczy, że mecz przegrany , gramy dalej proszę państwa. Chwilowo udało mi sie zażegnać pesyklimaty. Na duszy mi lżej bo zakończyłam toksyczny związek, który mnie zwyczajnie niszczył kazdego dnia po kawałeczku, teraz odzyskuję siły . Tak trzymac !!! trzeba by rzec, wypada tak w każdym bądź razie. Za tydzień wypad na południe i ukochane moje wrocławskie klimaty - suszę zęby radośnie na samą myśl!!! I nie dostałam rózgi od mikoaja tzn. nie zasłużyłam :)
poniedziałek, 07 grudnia 2009
0 :1
Ponoć im bardziej człowiek o coś zabiega tym bardziej tego nie dostanie. To jak w takim razie zachować w tym dążeniu optymizm, pozytywne nastawienie??? Czuję się tak jakbym gola do niewłaściwej bramki strzeliła. Jestem rozczarowana.
sobota, 28 listopada 2009
let it flowwww
Nic nie robię. No prawie nic nie robię, ale pobiłam swój rekord w zaleganiu na sofie z ksiązką -trzy dni , bez ruszania się z domu i zawracania sobie głowy codziennymi mrzonkami. Psychicznie do końca nie mogę wyluzować, w pełni się uwolnić- linka hamulcowa nadal nieprzerwana . Czuję się zablokowana. Być może potrzebuję jeszcze trochę czasu , żeby naprawdę psychicznie odpocząć, ostatnie miesiące były trudne, osiągnęłam szczyty w tłumieniu wszelkich uczuć, emocji byle tylko nie pokazać ich na zewnątrz. Balonik został przekłuty i nadal z niego ucieka cały ten syf nagromadzony prze tyle czasu. Za to cieszy mnie nadchodzący grudzień, choć jeszcze w pełni go nie odczuwam jak to zwykle bywa o tej porze, ale mam nadzieję, że wpadnę w swój zapomniany rytm i dam się ponieść calemu temu grudniowemu wariactwu. |
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Smakuję oczami
No Access
Moje Fu
disappeared
skarbiec
Inne
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||